17 sierpnia w kościele katolickim obchodzi się uroczystość św. Jacka - patrona Metropolii Górnośląskiej.
Czy św. Jacek był w Koszęcinie?
To działo się chyba w początkach XIII wieku. Koszęcin już na pewno istniał i rządzony był przez Piastów Opolskich. Nasi przodkowie płacili już wówczas podatek dla kościoła w Kamieniu Śląskim pod Opolem. Właśnie w tej miejscowości urodził się pod koniec XII wieku święty Jacek, o którym będzie ta legenda.
Ten wielki święty miał prawdopodobnie krewnych na koszęcińskim zamku, których być może w dzieciństwie odwiedzał. Później, kiedy już został księdzem w zakonie Dominikanów, wybrał się daleko od rodzinnych stron, gdzieś na Litwę i Ruś, aby tam nawracać lub do Boga. Kiedy Jacek dotarł tam wraz ze swoimi towarzyszami zobaczył spustoszone kraje. Trwały tam niekończące się wojny. Wojska tatarskie napadały na miasta i wioski i paliły dobytek ludzi. Prześladowali także misjonarzy a wielu z nic zabili, rabując później wszystkie świętości z kościołów. Święty Jacek nauczał przez dłuższy czas w Kijowie, do którego to miasta zbliżały się hordy tatarskie, niosąc z sobą zniszczenia i śmierć. Trzeba było świętemu Jackowi wraz ze swymi pomocnikami uciekać. Zabrali ze sobą drogocenne kielichy i monstrancje, i nocą opuścili miasto. Droga była długa i trudna. Szli przez gęste bory i zarośla, przez podmokłe pola i piaszczyste wydmy. O chłodzie i głodzie szli na zachód. Po kilku tygodniach bardzo męczącej drogi znaleźli się w okolicach Koszęcina. Ale wojska tatarskie już ich dopędzały, chcąc złupić ich skarby. Nie było innej rady jak czem prędzej ukryć niesione ze sobą świętości. Na skraju lasu, przy dzisiejszej ulicy prowadzącej na Piłkę znaleźli głęboką jamę prowadzącą w głąb ziemi. Tam pośpiesznie ukryli skarby, miejsce starannie zamaskowali i uciekli dalej i dalej. Tatarzy przez dłuższy czas przebywali na naszych ziemiach, a kiedy zostali stąd przepędzeni, zakonnicy wracali z powrotem na wchód. Po drodze szukali bezskutecznie miejsca gdzie ukryli skarb. Pewnego wieczoru, kiedy zmęczeni zasiedli przy ognisku, zobaczyli w oddali wielką łunę jakby na ziemię spadła ognista kula. Było to niespotykane zjawisko, które wędrowców bardzo przestraszyło. Mówili jeden do drugiego: co by to mogło być? Czegoś podobnego w życiu nie widzieli. Po pewnym czasie przełamali strach i pośpiesznie udali się tam gdzie "świeciło". Dziwne światło wychodziło z głębokiej niszy, w której zostawili kielichy i monstrancje uchodząc przed Tatarami. Radość była ogromna. A kiedy okazało się, że nawet hostie święte umieszczone w kielichach są świeżuteńkie i białe, jak śnieg, padli wszyscy na kolana, zanosząc do Boga dziękczynną modlitwę. Także mieszkańcy Koszęcina dowiedziawszy się o tym wydarzeniu, coraz częściej chodzili się tam modlić. Miejsce to uchodziło za święte. Postawiono tutaj po latach piękną kapliczkę z figurą św. Jacka, aby wszyscy wiedzieli, że jest to miejsce, gdzie przed wiekami zaświeciły boskim światłem ukryte w kielichach hostie.
Opracował Jan Myrcik (Legendy koszęcińskie, Koszęcin 1997).


Już niedługo, w zimowej ramówce TVP, będzie można obejrzeć reportaż nt. drewnianej architektury sakralnej w Polsce. Także tym razem niezastąpiony Pan Jan Myrcik opowiadał o kościele Narodzenia św. Jana Chrzciciela w Bruśku!

17 sierpnia w kościele katolickim obchodzi się uroczystość św. Jacka - patrona Metropolii Górnośląskiej.